JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Kawały Mięsne > [Detektyw] Biznes Barbie (Część II).
Cieciu
Cieciu Bułgarski Łącznik od 1 września 2004 | Warszawa | GG: ...
2017-10-19 22:21:19 Zgłoś


Biznes Barbie. Część I

Następny tydzień był zupełną odwrotnością mojego parszywego życia. Barbie pochłonęła mnie całkowicie. Świata poza nią nie widziałem. Przestałem upijać się barze, nie wdałem się w ani jedną awanturę. Prawdę mówiąc, rzadko opuszczałem cztery ściany swojego pokoju. Kiedy byliśmy razem, pieprzyliśmy się jak szalone nastolatki. Kiedy wychodziła załatwiać swoje sprawy, no cóż, starałem się regenerować. Bo ja nastolatkiem, tym bardziej szalonym, nie byłem już od dłuższego czasu. Cholera, musicie zrozumieć faceta, który wszedł do knajpy zapić smętny tydzień, a wyszedł z niej z najlepszą partią jaką można spotkać między Bugiem a Odrą. Tak sobie wtedy myślałem.

Ten niespodziewany Dzień Dziecka skończył się, kiedy Barbie oświadczyła, że wynajmuje dom na obrzeżach miasta.
- You know, Detective. To wszystko była wspaniała zabawa, ale ja się muszę zająć mój business. Nie mogę robić tego z motel room. Ja potrzebuję mieć space, przestrzeń. Nie ma już dom moich rodziców, ale coś innego znalazłam i tam zamieszkam. Oczywiście będziemy się spotykać, jeśli chcesz. Sex is great, ale money się same nie zarobią.
I wyszła pozostawiając mnie sam na sam z myślami. Naprawdę, Barbie? Tyle dla Ciebie znaczyłem? Seks-zabawka dla wyuzdanej paniusi? W sumie, niejeden by się zamienił. Ale ja byłem zrozpaczony. Namieszałaś mi, damulko, w głowie. Nie ma co.

Niewesoły nastrój postanowiłem uczcić tak, jak każdy rozsądnych facet w mojej sytuacji. Poszedłem się napić. Nie chciałem siedzieć w knajpie, gdzie każdy szczegół przywoływał w pamięci poprzedni piątek. O nie, potrzebowałem solidniejszej dawki upodlenia alkoholowego. Miałem kilku elitarnych zawodników do wyboru. Wisielczy nastrój skierował moje kroki w stronę cmentarnej górki.
- Dobry, panie Zawleczka – przywitałem się z grabarzem, wyciągając z płaszcza pół litra.
- Dobry, panie Detektyw – przywitał się grabarz, wyciągając zza pazuchy pół litra. – Co sprowadza w moje progi?
Grabarz Zawleczka, z gruntu stroniący od ludzi, od pamiętnej awantury z podrabianym alkoholem stał się nawet przyjazny. Oczywiście na swój sposób. Nie wiem czy topienie smutków w towarzystwie faceta, który profesjonalnie zajmuje się zakopywaniem trupów to najlepszy wybór, ale raz się żyje. Zawleczka przynajmniej nie był gadatliwy.
- Kobieta, panie Zawleczka.
- Martwa?
- A gdzie tam, żywa.
- To ni pomogę.
- Nie potrzebuję pomocy, tylko kompana do szklanki.
- A to pomogę.
Jak powiedział, tak zrobił. Wypiliśmy migiem pierwszą butelkę i poprawiliśmy drugą. Miał jeszcze trzecią w zapasie, więc sprawy zaczęły przybierać właściwy obrót. Człowiek pijany, to człowiek myślący. Zawleczka zaczął myśleć.
- Cosi mi tu ni pasuje. Mówisz, że rodzice tej Barbary…
- Barbie – porawiłem go.
- …Barybi, nich będzi, zmarli w Stanach.
- Ano tak powiedziała.
- To ninormalne, że ciała do Moniek nie wróciły.
- Co takiego?
- Nu, urodzeni w Mońkach chcą leżeć w Mońkach. Mówiłem kiedyś.
- Mówiłeś. Może jeszcze się tym nie zajęła?
- Ni wim, ale to ni jest normalne.
- E tam, panie Zawleczka. Różnie ludzie mają, może Ci chcieli być pochowani tam gdzie byli szczęśliwi?
- Kurwa tam, szczęśliwi. Dla mni jest to dziwne.
Normalnie taki sygnał powinien zapalić lampkę alarmową w mojej głowie. Normalnie pewnie tak by się właśnie stało. Niestety, byłem dosyć daleko od normy. Z Zawleczką osuszyliśmy bramkę, tfu, flaszkę numer trzy i grabarz grzecznie acz stanowczo wysłał mnie w cholerę.
- Nu, Detektyw, koniec zabawy. Mam, kurwa, dół do wykopania.
Tu impreza była skończona. Pożegnałem się z kamratem i nie bardzo wiedząc co ze sobą począć, ruszyłem w miasto. Ciekawość, głupota i wypita gorzała pchały mnie w stronę interesu Barbie. Sklep za dolara. Ciągle wydawało mi się to nieco głupim pomysłem. Ale z drugiej strony, to nie moje pieniądze. Nie mój cyrk, nie moje małpy. Ja tylko chciałem znów utonąć w jej ramionach.

Wynajęła nieduży lokal przemysłowy w pawilonach przy głównej ulicy. Taki postsocjalistyczny kiosk, jakich na prowincji wiele. Pamiątka po dawnych czasach. Usiadłem na ławeczce naprzeciwko i zapaliłem papierosa. Momentalnie zmaterializował się żul Mirabel.
- Da fajkę – przywitał się. Wyciągnąłem paczkę w jego stronę. Skorzystał i wziął ze trzy. Miałem to w dupie.
- Ech, panie Mirabel, pan to masz łatwe życie.
Menel spojrzał na mnie jak na kosmitę. Dalej ciągnąłem melancholijnie temat.
- Wstajesz, pijesz, padasz i tak w kółko. A ja?
- A pan pierdolisz jak jebnięty – wycharczał. – Gówno mam z tego picia, a ciebi to nawet szanować tu zaczęli.
Jakoś nie trafiał do mnie ten argument. Co mi po szacunku, jeśli nie mogłem mieć Barbie na stałe. Menel spojrzał mi prosto w oczy. Z bliska, bardzo bliska. Oddechem mógłby położyć batalion wojska. Szczęśliwie, byłem po odpowiedniej zaprawie.
- Baba – skwitował.
- Co baba? – Odparłem.
- Baba Ci z mózgu szambo robi. To gorsze niż wóda.
Miałem ochotę mu przyłożyć. Kultury trochę. Wpatrywałem się otępiały w sklep po drugie stronie ulicy. Facet powiódł wzrokiem w tamtym kierunku. Teraz obaj patrzyliśmy na zgrabną dziewczynę uwijającą się między kartonami.
- To ta? – Zapytał.
Nie musiałem odpowiadać. Sam się zorientował po moim nieobecnym spojrzeniu.
- Ta. Młoda, ni warto. Młoda ze starym ni idzie po drodze. Ciebi zamęczy a sama pójdzi do innego. Słuchaj starszych i mądrzejszych.
Ledwie trzymający się na nogach żul udzielał mi rad życiowych. Jak nisko można upaść w tak krótkim czasie? Westchnąłem tylko, zostawiłem mu jeszcze kilka fajek i zrezygnowany powlokłem się w stronę zajazdu. W tym stanie nie chciałem pokazywać się Barbie, to chyba była jedyna racjonalna myśl tego dnia.

Tej nocy Barbie nie przyszła. Tłumaczyła później, że zmęczenie ją rozłożyło i wróciła prosto do wynajmowanej chałupy. Właściwie nie miałem powodów by jej nie wierzyć. Sam padłbym na pysk gdybym cały dzień zapieprzał fizycznie. A też prawdą było to, że nawaliłem się niemiłosiernie po powrocie do siebie. Piłem sam, wymyślając sobie od najgorszych durni, że dałem się tak podejść i teraz widzimisię Barbie odpowiadało za mój nastrój. Z każdą kolejną szklanką i kieliszkiem utwierdzałem się w przekonaniu, że trzeba z tym skończyć i wrócić do dawnej niezależności. I w tym przekonaniu trwałem aż do wytrzeźwienia i spotkania z dziewczyną. Wszelkie postanowienia szły w cholerę kiedy na horyzoncie pojawiały się cudne piersi tej laleczki. I ten głosik, który poruszyłby skałę…
- Hej, Detective, może numerek na szybko?
- Na szybko, na wolno, na boki i do góry nogami. Jak tylko sobie życzysz, skarbie.
I znów byłem w sidłach jej krągłości. Ten zaklęty krąg trwał, a ja przestałem zauważać upływ czasu. Po prostu czekałem aż się zjawi i znów będę spełniony.

Odpłynąłem do tego stopnia, że któregoś dnia do zajazdu wpadł Tyczka i bez słowa przyłożył mi w mordę. Potem raz jeszcze, a jak się otrząsnąłem i zacząłem protestować, dostałem w pysk po raz trzeci.
- Tyczka, kurwa mać, co jest?
- Ty mi, kurwa twoja mać, powiedz co jest. Od tygodni Ci nie ma. Olewasz miasto, olewasz mieszkańców, olewasz wioski. Przyzwyczaiłeś ich do siebi i do pomocy, w razi czego. A teraz? Kamień w wodę. A raczej morda w butlę albo łapy na jakiejś dupie.
- Uważaj jak o niej mówisz. – Zaperzyłem się.
- Bo, kurwa, co mi zrobisz? Ni bądź śmieszny. Panienka zawróciła Ci we łbi, a Ty tego ni widzisz.
Sprzeczaliśmy się tak dobry kwadrans, a Tyczka irytował mnie coraz bardziej. Co sobie gnojek wyobrażał? Mnie, starego wygę, będzie życia uczył? Marny dowcip. Nie żegnaliśmy się po przyjacielsku. O ile kilka razów w mordę byłem w stanie puścić mu płazem, o tyle wpieprzania się i moralizowania już niezbyt. Widziałem rezygnację w jego oczach kiedy się zbierał.
- Aha, jeszcze jedno, Kapelusz. Babcia Leokadia ni pamięta takiego dzieciaka. Takiej Baśki, która wyjechała z Moniek dwadzieścia kilka lat temu. – Rzucił jeszcze na koniec.
Zignorowałem tę uwagę. Olałem kolejne ostrzeżenie, które powinno otworzyć mi oczy. Nie zrobiło tego. Cóż, omamiony namiętnością, miałem klapki na oczach.

Patrząc na tamte wydarzenia z dzisiejszej perspektywy wydawało się, że niżej już upaść nie mogłem. Ale patrzcie państwo do czego zdolny jest ten detektyw.

Dwa dni po awanturze z Tyczką, Barbie trzepotała rzęsami przy porannej kawie.
- Detective, ja prośbę mam do Ciebie.
- Co tylko zechcesz, mała.
- Ja potrzebuję wyjechać na dwa dni, business travel. Muszę pojechać do urząd celny. Jedzie towar to the shop ze wschodu i trzeba go odebrać. Transport to nie problem, it’s okay, ale tam są jakieś papiery, które będę podpisywać.
- Nie da się tego inaczej załatwić?
- No, must be personal. Tak powiedział urzędnik.
- Mam Cię tam zawieźć? – Wiedziała, że nie mam auta. To nic, coś bym wykombinował.
- No, no, ja bym chciała, żebyś ty sklep popilnował w tym czasie. Wrócę pojutrze i już nie będziesz musiał.
Jej łamana polszczyzna doprowadzała mnie niemalże do ekstazy. Zgodziłbym się na wszystko. I tak oto zgodziłem się na tymczasowe stanowisko gównianego sklepikarza w gównianym sklepie „Wszystko za dolara”. Upadek był kompletny. Dokonał się. Oczywiście, z ochotą wziąłem tę robotę. No bo jak? Nie pomóc Barbie? To nie wchodziło w rachubę. Stałem więc jak ten ćwok za ladą, obsługując starszych klientów i znosząc szyderę szemranego towarzystwa, które nie mogło odpuścić sobie okazji do kpin. Dla starych kumpli stałem się Kapeluszem za Dolca. Trochę mnie to wkurzało, ale bardziej zależało mi na kobiecie, niż na tych durniach.

Barbie tak jak obiecała, wróciła po dwóch dniach. Wydawała się zadowolona, więc nie pytałem o przebieg wyjazdu. Musiało być wszystko w porządku skoro na nic nie narzekała. Przekazałem jej utarg i spis tego, co sprzedałem. Do listy nie dopisałem własnej godności, a trzeba było to zrobić.
Jakoś niespecjalnie przywiązała uwagę do obrotu sklepiku, co również, psia mać, powinno mnie zainteresować.
Naprawdę dziwnie zrobiło się jakiś czas potem. Barbie stwierdziła, że będzie musiała częściej wyjeżdżać i zapytała, czy na stałe nie zająłbym się sklepem. Tego już było za wiele, nawet jak na tak urobionego frajera jak ja.
- Nie, Barbie – oświadczyłem. - Nie zostanę twoją ekspedientką. Nie ma mowy. Zatrudnij jakąś dziewuchę, dasz komuś pracę.
- Och, ale ja nie ufam tym ludziom na tyle.
Jak można było nie ufać ludziom z Moniek? Cholera, warto było zadać wtedy to pytanie. Na drodze ustępstw zgodziłem się, by od czasu do czasu zajrzeć do sklepu i sprawdzić czy wszystko w porządku. Wyglądało na niezły kompromis, a Barbie jakoś się z tym rozwiązaniem pogodziła.

Faktycznie, zaczęła dużo częściej wyjeżdżać, a ja popadałem w coraz większy marazm. Któregoś dnia wybrałem się wieczorem do knajpy. Ot, napić się i pośmiać z kolegami. Już na miejscu okazało się, że kolegów to chyba już nie mam. Nikt nie wołał radośnie na mój widok, a zapite gęby odwracały wzrok. Barman Kapsel obsłużył mnie bez słowa. Cholera, wyglądało to źle. Brakowało mi wesołych bijatyk i porozbijanych flaszek. Zatęskniłem za krwawiącymi łukami brwiowymi i podbitymi oczami. Wypiłem smętnie piwo, i niezaczepiany przez nikogo opuściłem lokal. Szwendałam się po pustych Mońkach bez wyraźnego celu. Jakoś tak się stało, że nogi same zaprowadziły mnie pod dom Barbie. Światła były pogaszone, znów jej nie było. Pomyślałem, że rozejrzę się po posesji żeby sprawdzić, czy wszystko gra. Z łatwością przeskoczyłem niziutkie ogrodzenie i obszedłem chałupę. Wyglądało w porządku. Głucha, ciemna noc i tylko ujadanie psów burzące ten spokój. Gdybym nie był lekko pijany, prawdopodobnie nie potknąłbym się i nie zwrócił uwagi na koleiny przy garażu. Wyraźnie było widać głębsze ślady po jakiejś większej furze. Pomyślałem, że to pewno po dostawczaku, który przywoził jej towar. Tylko coś te ślady opon wydały mi się za duże jak na Dukato czy innego Transita. Ekspertem od aut nie jestem, ale elementarną wiedzę posiadam. I w końcu gdzieś w tej pustej łepetynie odezwał się cichy głosik, który twierdził, że coś jest mocno nie w porządku.

Barbie miała wrócić następnego dnia rano. Było już późno, więc w całym swym geniuszu, postanowiłem zaczekać na nią i sprawdzić co jest grane. Zadekowałem się w niewielkiej szopie. Znalazłem jakieś stare waciaki i umościłem sobie posłanie. Z desek i innych klamotów zrobiłem dyskretne maskowanie mojego łoża. Dokonałem końcowej inspekcji konstrukcji i z zadowoleniem stwierdziłem, że jeśli ktoś pobieżnie rzuci okiem na pomieszczenie, raczej mnie nie zauważy. Z tą radosną myślą zapadłem w półsen, gotów zerwać się na równe nogi w razie potrzeby.
Potrzeba nadeszła kilka godzin później, tuż przed wschodem słońca. Nie taka fizjologiczna. Usłyszałem ryk silnika, ewidentnie zbliżało się jakieś auto z gatunku tych, które tankujesz za roczny budżet małej wioski. Jeszcze nie musiałem zbytnio dbać o ciszę, maszyna pracowała głośniej, niż hałas, który mógłbym ewentualnie spowodować. Na podjazd wtoczyła się czarna kolubryna. Hummer, czy coś podobnego. Wstrzymałem oddech. Bardziej z emocji niż ze strachu, że mnie ktoś tu znajdzie.
Otworzyły się drzwi kierowcy. Wysiadł bamber o karku grubości encyklopedii. Z tylnego miejsca dla pasażera wysiadła Barbie. Drab podał jej rękę. Skorzystała z pomocy i stanęła pewnie na tych swoich szpileczkach. Z drugiej strony wysiadł jakiś wymoczek w idealnie skrojonym garniturze. Podszedł do dziewczyny i ucałował ją w dłoń. Dotarły do mnie tylko strzępki ich rozmowy.
- Tak jak się umawialiśmy, miss Barbie?
- Oczywiście, wszystko idzie just fine.
- Detektyw?
- Not a problem…
- …podejrzewa?
- Nic…
- … a transport?
- okay… czas… nie kłopot…
Jasna cholera, co tu się działo? Akcent tego typka nie był nasz, zbyt śpiewny jak na Polaka. Stwierdziłem, że albo Rosjanin albo Białorusin. Jakoś tłumaczyłoby to te częste wyjazdy na wschód. Kochanek? No raczej nie. Kontrahent? Być może, ale dlaczego taka konspiracja w środku nocy?
I jeszcze ten schab do ochrony. Jasne, biznesmen powinien mieć szofera, ale do diabła, niekoniecznie kafara. Nie byłoby dobrym pomysłem ujawnianie się w tamtej chwili. Mózg zaczynał pracować coraz lepiej, więc siedziałem cicho i czekałem aż to dziwne spotkanie się skończy. Nie trwało długo. Kilka chwil później Ruscy odjechali, a Barbie weszła do swojego domu. Nic tu po mnie, pomyślałem. Kiedy zgasło światło w sypialni, dyskretnie wylazłem z szopy. Znów przeskoczyłem ogrodzenie i zapaliwszy papierosa i poprawiwszy kapelusz udałem się w stronę zajazdu. Myśli kołowały jak szalone. Moja Barbie kręci coś nieuczciwego? To nie mogła być prawda, po prostu nie.
Wiedziałem, że nie odpowie mi na pytania. Tym bardziej, jeśli działo się tu coś mocno nielegalnego. Wybór mógł być tylko jeden. Przy następnych spotkaniach udawałem, że wszystko jest w porządku. Nie dałem po sobie poznać, że wiem o tajemnicy. Czekałem na jej kolejny wyjazd. Już po kilku dniach oświadczyła, że musi znów jechać.
- Tym razem jadę to the border, podobno na granicy jakieś dokumenty są nie ok. Tylko na kilka dni i wracam.
- Oczywiście, laleczko. Jedź, jak musisz. Tylko uważaj na siebie.
- Oh, don’t be silly. Wszystko jest w porządku, to formalności, wiesz. – Pocałowała mnie mocno w usta i wyszła z zajazdu.

Nie tym razem, dziecino. Zobaczymy w co ty tu grasz. Udałem się na pociąg by ruszyć jej śladem. Całe szczęście, że w odruchu przyjacielskiej troski Tyczka zrobił to samo. Tylko mi o tym nie powiedział.

cdn.

& :szufla

--
Kosovo je Srce Srbije !! "Ovo je ovde Balkan mirisni cvet totalno nerazumljiv za ceo svet" Folklor, legendy i historia Bułgarii. Po mojemu.
Ethordin
Ethordin Superbojownik od 30 września 2013 | Durban
2017-10-19 22:45:34 Zgłoś
Kiedy rozdział trzeci? Nie mogę się doczekać

--
UWAGA: w komentarzu powyżej tej sygnatury może być ukryty sarkazm!!!
Rezyduję w RPA: http://joemonster.org/blog/Ethordin
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2017-10-19 23:06:08 Zgłoś
Moniecki sukub Niezłe, niezłe.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Ruski kolekcjonuje Bitcoiny, Dużo Bitcoinów
Gogosiek
Gogosiek Bojowniczka od 27 sierpnia 2011
2017-10-19 23:31:39 Zgłoś
Kurcze blaszka, jestem do tyłu :/

--
Hshan_VIII
Hshan_VIII Bojownik od 17 listopada 2014 | Suwałki - polski biegun północny
2017-10-19 23:45:30 Zgłoś
Ooo, robi się ładnie

--
Rupertt
Rupertt Fajranttoholik od 4 lutego 2003 | iwilGce | GG: Jesiossitrje
2017-10-20 07:15:14 Zgłoś
I co dalej?! Co dalej, psze pana!

--
ryćk'n'rotfl
habahaba
habahaba Superbojownik od 19 grudnia 2002 | Wrocław
2017-10-20 07:44:22 Zgłoś
coraz lepiej Panie Cieciu. Coraz lepiej. Patrzać z takiej perspektywy, że wcześniej było genialnie, to zabrakło mi epitetów, żeby oceniać ostatnie dcinki

--
"I don't want to start any blasphemous rumours But I think that God's got a sick sense of humor And when I die I expect to find Him laughing"
Kwiateck
Kwiateck Superbojowniczka od 20 marca 2006 | Łódź
2017-10-20 10:13:17 Zgłoś
Wieczorem poproszę ciąg dalszy, bo mnie napięcie zeżre! Domagam się stanowczo

--
Jeśli nie możesz się nauczyć jeździć na słoniu, naucz się przynajmniej jeździć konno. - Co to jest słoń? - Rodzaj borsuka - wyjaśniła Babcia. Nie dzięki przyznawaniu się do ignorancji od czterdziestu lat cie­szyła się sławą znawczyni natury.
brood_k
brood_k Superbojownik od 11 marca 2010 | Poznań | GG: 4942735
2017-10-20 11:04:36 Zgłoś
Czwartek wieczór - kryminał. Jak kiedyś w TVP1

--
Kwartet ProForma Sensoria BKD
Jez_z_lasu
Jez_z_lasu Bojownik od 14 stycznia 2013
2017-10-20 11:12:26 Zgłoś

--
pies_kaflowy
pies_kaflowy Bęcwał Dnia od 2 czerwca 2008 | ni to miasto,ni to wieś,ni co kupić,ni co zjeść
2017-10-20 11:28:27 Zgłoś
:brood_k Taka Cieciowa kobra?

--
Witek32
Witek32 Superbojownik od 7 lipca 2009 | rawa maz | GG: Posiadam
2017-10-20 11:56:26 Zgłoś

--
panna_pika
panna_pika Bojowniczka od 9 czerwca 2015 | Z rybą w herbie/czasowo Berlin
2017-10-21 19:41:07 Zgłoś
Wincy! Wincy! Za krótko i za mało, a to dobre!

--
https://www.youtube.com/watch?v=-C0MNgdgGQw
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
luggage Superbojownik od 22 września 2005 | Gdzieś na północy
2017-10-23 15:47:45 Zgłoś
Oj, trochę przegapiłem ten odcinek. A napięcie rośnie jak wieżowiec w Dubaju. Coś mi się widzi, że do tej Barbie to pasuje nie szczeniaczek a ze trzy bullteriery...
I oczywiście

--
+++ Divide By Cucumber Error. Please Reinstall Universe And Reboot +++
Forum > Kawały Mięsne > [Detektyw] Biznes Barbie (Część II).


Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj