Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Kawały Mięsne > [Detektyw] Morderstwo w OrientPośpiechu (część VII)
Cieciu
Cieciu Bułgarski Łącznik od 1 września 2004 | Warszawa | GG: ...
2018-05-24 22:14:21 Zgłoś


Tak było na Połoninie

Na kolację dotarliśmy o czasie, żadnej obsuwy. Nic specjalnego nie serwowano. Ot, zwykła kolacja w zwykłym hoteliku. Uroczystą, taką z tańcami i innymi cudami planowano na koniec turnusu. Odpowiadało mi to, po całodziennej wycieczce byłem troszkę wykończony. To już nie te lata, żebym skakał jak kozica po górskich bezdrożach. Trzeba będzie kiedyś popracować nad kondycją. Ale nie na wakacjach przecież. Na lepszy sen strzeliliśmy po dwa czy trzy kieliszki lokalnej wiśniówki i udaliśmy się do swoich pokoi. Bo jak przecież obiecałem, pokoje były dwa. Tyle dobrego, że sąsiadowaliśmy przez ścianę.
- Nu, to chiba czas spać. To był piękny dzień. Dzięki, Kapelusz, za Połoniny.
- Nie ma sprawy, Marylciu. Mnie też widok zapierał dech w piersiach. – No dobra, nie tylko z powodu walorów wizualnych momentami brakowało oddechu. Nie musiałem się do tego przyznawać.
- A jutro gdzi pojedziemy?
- Jutro zobaczymy jutro, teraz trzeba odpocząć. Dobranoc Marylciu – objąłem ją, przytuliłem i pocałowałem. Odwzajemniła pocałunek.
- Dobranoc, Kapelusz. Zbieraj siły – puściła oko i poszła do siebie.
Tak jest, proszę pani. Siły zostaną zebrane, proszę się o to nie martwić.
- Dobranoc, Marylcia też sobie odpocznie.
To tyle na zakończenie dnia. Muszę przyznać, że całkiem przyjemnego dnia. Czy efektywnego? Tego nie byłem jeszcze pewien. Miałem punkt zaczepienia. Siekierezada to dobre miejsce. Inaczej, to nie jest dobre miejsce. Nie jest tam przyjemnie. Jest pełne pijaków, obiboków czy przyjezdnych meneli, którzy ciągną w Bieszczady żeby chlać dwa tygodnie. Znajdziecie tam pełne spektrum bieszczadzkich łajz i łajdaków. Obsługa też nie grzeszyła uprzejmością. Przynajmniej za czasów moich odwiedzin. Nie jest to miejsce, do którego zabierasz panienkę na kolację. Mówiąc szczerze, jakoś bardzo Siekierka od monieckiej mordowni się nie różniła. Miała jednak swoją legendę i to czyniło ją sławną. I, o ile mnie pamięć nie myli, na tamtejszych stołach całkiem wygodnie się spało. Dopóki nie wyrzucali za drzwi.
Hotelowy pokój nie dostarczał zbyt wielu luksusów. Wyrko, szafka, takie tam. No, zwyczajny. Z czujnikiem dymu poradziłem sobie sprawdzoną metodą z jakiegoś hotelu robotniczego. Naciągasz na czujnik torebkę foliową, całość oplatasz ciasno gumką recepturką i zrobione. To działa. Walnąłem się na łóżko i zapaliłem papierosa. Rozmyślałem o planach na następny dzień. Z jednej strony ciągnęło mnie w stronę prywatnego śledztwa, z drugiej – do cholery byłem na urlopie! Może zrobić dobę przerwy w detektywistycznej robocie? Świat się przecież nie zawali, kumpel życia nie odzyska, a bandzior, jeśli jeszcze gdzieś tam był, nagle nie ucieknie.

Musiałem przysnąć przez te ciężkie rozmyślania. Pukanie do drzwi wyrwało mnie z drzemki. Kogo licho po nocach niesie? Otworzyłem.
- Kapelusz, śpisz?
- Marylcia? Co się dzieje? – Zdziwiłem się, nie spodziewałem się nocnej wizyty.
- Nic – mówiła ściszonym głosem – spać ni mogę.
- Wchodź, nie stój na korytarzu. Chłodno jest.
- Dzięki, wiercę si i kręcę z boku na bok i zasnąć ni mogę.
A to ciekawe, miałem parę pomysłów jak temu zaradzić. Naprawdę dobrych pomysłów. A ona, ubrana w nocną koszulkę, szorty i jakąś tam narzutkę, wpasowałaby się w te pomysły idealnie. Nie wziąłem jednakże pod uwagę podlaskiego pochodzenia Marylci.
- Nu, to zróbmy flaszkę, bo nocy szkoda. – Z kieszeni narzutki wyciągnęła zgrabne 0,7. – Masz jakiś szkło?
- Coś tam się zawsze znajdzie.
Usiadła przy stoliku, a ja zacząłem przeszukiwać niewielki bagaż. Oczywiście kieliszki zaraz się znalazły. Nie były to co prawda kieliszki z ciętego szkła, a zwykłe metalowe pięćdziesiątki, ale to się przynajmniej nie tłucze. Zestaw obowiązkowy podróżnika. Albo pijaka, jak wolicie. Napełniliśmy naczynia, metal brzęknął o metal, wypiliśmy.
- Coś Marylcię dręczy, że spać nie możesz? Po takiej dawce świeżego powietrza, powinnaś spać jak zabita.
- Ech, durny ty, miastowy. Ni przyzwyczaił si jeszcze do monieckiego? Też czyste.
- Nu, fakt, czyste – potwierdziłem.
Marylcia zaniosła się śmiechem, aż się biedna zakrztusiła. Popatrzyłem na nią nie bardzo rozumiejąc, co ją tak rozśmieszyło.
- Powiedziłeś po naszemu „nu”. Pirwszy raz chyba.
- Niemożliwe. Tak powiedziałem?
- Owszem. Nu, to jeszcze raz, polij.
Cholera, rzeczywiście tak powiedziałem. Co to wódka i zmęczenie robią z ludźmi. Uzupełniłem wódeczkę.
- No, dobrze – wyraźnie podkreśliłem „no” – w takim razie co jest grane?
- Nic specjalnego, czasu trochu szkoda. Jeszcze bym pogadała.
Pogadała? Nie taki był plan, koleżanko, zdecydowanie nie taki. Ale trzeba tańczyć jak ci zagrają. Wyciągnąłem papierosy.
- Tu można palić? – zapytała zaskoczona?
Wskazałem kciukiem zapchany czujnik.
- Znaj rękę mistrza. Palimy, czujnik nie zawyje. Otworzymy okno i będzie w porządku.
Tak też zrobiliśmy. Mroźne powietrze wpadło do pokoju z prędkością światła. Zarzuciłem jej mój prochowiec na ramiona. Żeby się tylko nie pochorowała.
- Kapelusz, a jak już dorwisz tego drania, który zabił kolegę, to co zrobisz?
A to było dobre pytanie. Chyba się jeszcze nad tym nie zastanawiałem.
- Wymierzę sprawiedliwość.
- Sam?
- A z kim? Marylci tam nie zabiorę. Gdziekolwiek miałoby się to rozegrać, zostaniesz w bezpiecznym miejscu. Może w pobliżu, ale na pewno nie będziesz zagrożona czymkolwiek.
- Nu, a policja?
- Nie bądź naiwna. Po co mieszać w to policję?
- Przeciż skoro jest winny, to chyba policja i sąd powinny si tym zająć.
- Minęło już sporo lat, jeśli przez ten czas nikt się sprawą należycie nie zajął, to są marne szanse, że to się faktycznie stanie. Nie, to trzeba będzie zrobić po mojemu.
- Zastrzelisz go? – Wyglądała na przestraszoną.
- Nie, nie noszę ze sobą broni. Sięgnij do lewej kieszeni płaszcza.
Wsadziła rękę w kieszeń. Oczywiście od razu wymacała mojego metalowego przyjaciela.
- Chcesz mu obić gębę?
- Gębę, mordę, ryj, facjatę. Zwał jak zwał. Tak, spuszczę mu porządny wpierdol, a ten kastet będzie do tego zadania odpowiedni. W zasadzie niewiele to zmieni, ale uspokoję sumienie. I pomszczę kumpla.
- A jak będzi uzbrojony? Ni boisz si?
- Spokojna twoja rozczochrana, będę szybszy niż błyskawica. Spadnę na niego jak grom z jasnego nieba, jak biblijna plaga, jak ten meteoryt, co to dinozaury miliony lat temu zabił. Ej, moment, z czego się śmiejesz?
- Z ciebi, straszne durnoty zacząłeś wygadywać.
- A tak, zdarza mi się od czasu do czasu. Wybacz.
- Ni szkodzi, to zabawne było. Nu, to jeszcze kolejeczkę.
Poszło i weszło dobrze.
- To teraz ty mi coś powiedz, Marylciu.
- Co chcesz wiedzić?
- Dlaczego właściwie zgodziłaś się na ten wyjazd?
- Z ciekawości. Po prostu z ciekawości. Zastanawiałam się czy z ciebi jest zwykły łachmyta, który będzi od razu próbował dobrać si do majtek dziwczyny, czy została jeszcze jakaś krztyna romantyzmu na tym świeci.
O, choroba. Nie spodziewałem się takiej bezpośredniości. Z drugiej strony, zaskakiwała mnie raz po raz, nie powinienem się dziwić.
- Nu, a poza tym – mówiła – zwyczajni chciałam si wyrwać na trochę z Moniek. Ileż to można łatać pijaków na ostrym dyżurze czy wysłuchiwać tej zjebanej przełożonej.
Uśmiechnąłem się.
- Nie lubisz starej jędzy?
- A kto by to wredne babsko lubił, a? Męża miała, biedak po czterech latach odszedł. Słuch po człowieku zaginął. Mówią, że wstąpił do zakonu. Wisz, takiego co to w nim ni mówią.
- Zakon milczących mnichów? – Coś, gdzieś dzwoniło.
- Nu, milczących mnichów. Ni dziwi si, że potrzebował ciszy – skończyła i roześmiała się głośno.
Skończyła się też wódka, a to była kiepska wiadomość. Marylcia również nie była zadowolona z tej przykrej sytuacji. Pozostawała wizyta w hotelowej restauracji.
- Idziemy się dopić.
- Nigdzie ni idziemy, tylko może ty pójdziesz i przyniesisz? – Bardziej zasugerowała niż zapytała. – Jesteś przynajmniej jakoś ubrany.
No fakt. W piżamie raczej nie chadzam.
- Okay, mała, ty tu siedź, a ja skoczę po zaopatrzenie.
- A gdzi miałabym pójść? Do siebi? A ile my wypili? Zero-siedem na dwoje to będzi po trzysta pięćdziesiąt gram. A to tylko sto gram więcej niż po ćwiartce na głowę. A upił ty si kiedyś ćwiartką?
- Może w przedszkolu? – zastanowiłem się. Jej obliczenia były bardzo dokładne, a z matematyką trudno dyskutować. – Wziąć coś na ząb?
- Tak, weź dwa piwa. Ni samą wódką żyć będziemy.
Zrobiłem oczy wielkie jak babcine talerze na niedzielny rosół.
- Nu, już si tak ni dziwi. Z Moniek przeciż jestem. Ni oczekuj, że soczki i limoniadę będę piła.
- Dobra, dotarło, że jesteś chlor.
- Sam jesteś chlor – udała obrażoną minę – ja jestem koneserką.

Poprawiłem kapelusz na głowie i poszedłem do baru. Krzątało się trochę obsługi, przy stolikach kilka osób jeszcze walczyło z bogiem procentów. Całkiem sielska atmosfera.
- Panie starszy – przywołałem barmana. – Masz pan zimną wódkę?
- Najzimniejszą w całym powiecie. Polać kieliszek szanownemu panu?
- Nie, daj flaszkę i taki kosz z lodem.
- Życzy pan sobie pół litry?
- A daj pan litra od razu, nie będę ganiał w te i z powrotem. Tylko czegoś dobrego, po kiepskiej wódce mam kaca. – Ok, przyznaję, po każdym większym piciu mam kaca. Ale, jak dobrze wiece, lubuję się w czerstwych tekstach, a ten był całkowicie czerstwy.
Facet raz, dwa uwinął się i woda ognista spoczęła w kubełku z lodem. Zapłaciłem i już miałem wracać. Na szczęście pamięć od czasu do czasu mnie nie zawodzi.
- I daj pan jeszcze dwa Leżaczki. Coś na przepłukanie gardła musi być.
- Puszka, butelka?
- Może być szkło.
Gość sięgnął do lodówki i dwie zielone butelczyny z charakterystycznym niebieskim napisem stanęły na kontuarze. Upakowałem butelki po kieszeniach i wróciłem na górę.
Siedziała na podłodze z wyprostowanymi nogami i paliła papierosa. Wypuszczając dym, odchylała głowę. Musiało jej już zaszumieć pod sufitem, bo fajka była przeciągnięta do stanu żarzącej się marchewki. Nie wiem czy to normalne, ale taki widok sprawiał, że podobała mi się jeszcze bardziej.
- Nu, jesteś – wrzuciła niedopałek do pustej butelki – już si zaczynałam nudzić.
- Jestem – potwierdziłem i usiadłem naprzeciwko. Skoro już jesteśmy na poziomie podłogi, myślałem, to po co to zmieniać? – Piwko?
- Bardzo chętni. Otworzysz?
Podbiłem kapsel zapalniczką, strzelił pod sufit.
- No to szampana też mamy już z głowy. – Podałem jej butelkę i otworzyłem swój browar. – Zdrowie!
Flaszki zabrzęczały i posiliłem się solidnym łykiem.
- Kapelusz, opowiedz mi jakąś historię – poprosiła. Nie zwykłem odmawiać.
- Dawno, dawno temu… – zacząłem.
- Ni, głupku, ni taką. Opowiedz coś ze swojej przeszłości. Musiałeś sporo przeżyć, zanim trafiłeś do nas.
- E no, nie przesadzajmy. Ale dobrze, coś wymyślimy.
- Ni wymyślimy, tylko prawdę opowiadaj. Bez koloryzowania.
- Ja i koloryzowanie? Proszę cię. To będzie najprawdziwsza prawda. Był kiedyś w Warszawie taki miglanc, Maryś Mała Rączka. Miał na imię Marian, był ogromnym chłopem ale miał strasznie małe dłonie. Stąd zdrobnienie i przezwisko. Marysia wszyscy lubili. Dobry był z niego człowiek, nie krzywdził innych, jeśli nie było trzeba, i zawsze był chętny do pomocy. Któregoś razu Maryś upił się jak świnia w jednym z szemranych lokali w niezbyt ciekawej dzielnicy.
- Jaki to szemrany lokal? – przerwała pytaniem. Zrozumiałe, nie musiała znać wszystkich nienaturalnych dla jej otoczenia terminów.
- Z grubsza to taki lokal, w którym możesz dużo spraw załatwić, niekoniecznie legalnych, można też dostać w łeb, a przede wszystkim można się porządnie napić z ludźmi, którzy nie lubią być na widoku, łapiesz?
Potwierdziła skinieniem głowy.
- Jak już się upił, to urwał się kompanom i zniknął. Jak kamień w wodę. Nikt nie wiedział, gdzie polazł, nie dotarł do domu. Kolesie Marysia bardzo się tym zniknięciem przejęli. Niby dorosły facet, ale był bardzo łatwowierny i strach był, że wdał się w jakąś głupią i niebezpieczną historię. Tym bardziej, że nikt na mieście nie wiedział gdzie chłopaka znaleźć. Ot, był i nie ma.
Ja wtedy robiłem różne zlecenia. Zresztą jak i teraz. Nie ma reguły. Regułą za to było, i jest, że jestem porządna firma. Jak się roboty podejmę, to zrobię choćbym miał na głowie stanąć. Więc kompani Marysia przyszli do mnie i mówią, Kapelusz, masz tu pińcet, drugie dostaniesz jak nam Marysia całego i zdrowego odstawisz. No to pytam, a co jeśli nie będzie cały i zdrowy? Chłopaki na to, że jeśli ktoś go załatwił, to dają tysiaka za informację, kto to zrobił.
- I co? Podjąłeś si roboty?
- A jak Marylcia myśli? No pewnie, zlecenie od początku nie wydawało się trudne.
- Dlaczego?
- Bo miałem więcej wtyk w całym mieście, niż to całe podejrzane towarzystwo Marysia razem wzięte. Ludzie nie znikają ot tak. Szczególnie tacy, jak ta nasza zguba. Zacząłem rozpytywać tu i tam. Poszedłem do policji rzecznej, czy przypadkiem nie znaleźli wielkiego topielca z małymi rączkami. Pudło, tam nic nie wiedzieli. Na izbach zatrzymań czy wytrzeźwień też łajzy nie było. Jak myślisz, gdzie dalej warto by było szukać?
- Nu, nie wiem. Może dworce PKS?
- Bardzo słusznie, ale prawie. Dworzec PKP. Miałem tam kilku znajomych SOKistow. Podobno feralnej nocy kręcił się tam facet pasujący do opisu. Sprawdzili dla mnie zapis monitoringu i czary mary, zobaczyłem jak wielka postać wtacza się w środku nocy do jakiegoś pociągu. Okazało się, że nasz Maryś wybrał się do Gdyni. Wsiadłem więc w następny i pojechałem go szukać. Znalazłem, owszem, siedział na plaży. Naprany jak nieboskie stworzenie. Pił, płakał i siedział. No to zagaduję Marysia, co to się takiego stało. Możesz polać? – wtrąciłem. Polała, wypiliśmy, a ja opowiadałem dalej. – A ten w ryk, że go koledzy zostawili. To mu tłumaczę, że koledzy to są i czekają, ale kilkaset kilometrów stąd. Spojrzał na mnie jak na idiotę. Na pytanie czy orientuje się, że jest w Gdyni, odpowiedział, że chyba mnie pojebało. Wtedy pokazałem mu morze. Wyobraź sobie, że był zaskoczony. Był święcie przekonany, że siedzi nad Wisłą. Pociąg wziął za tramwaj. A że był w dobrym ciągu, to przez kilka dni pił i nie rejestrował upływu czasu. Dla niego to był ranek po tamtej nocnej popijawie.
- I jak to się skończyło?
- Jak to jak? Zgarnąłem Marysia do stolicy, przytuliłem obiecany tysiąc złotych, a dalej już klasycznie. Poprawiłem kapelusz na głowie, postawiłem kołnierz prochowca, zapaliłem papierosa i poszedłem w swoją stronę.
- To nimożliwe.
- Jak niemożliwe. Znasz przecież waszego nadwornego obieżyświata Mirabela.
- Nu, jasna sprawa. Regularni do nas trafia.
- To zapytaj go kiedyś czy taka pijacka wyprawa byłaby możliwa. Jestem pewien, że wzruszy tylko ramionami, zaklnie paskudnie i potwierdzi.
- Jak ni zapomnę, to na pewno zapytam.
Siedzieliśmy, piliśmy, gadaliśmy, śmialiśmy się aż do samego dna litrówki. Flaszka się skończyła, to i niestety wieczór miał się ku końcowi. Marylcia spróbowała wstać, ale zatoczyła się i ze śmiechem łupnęła tyłkiem o podłogę. Pomogłem jej wstać. Zaczynała przelewać mi się przez ręce. Pomyślałem, że nie ma co w takim stanie zostawiać jej samej. Umościłem ją wygodnie na moim łóżku, a sam usiadłem na dywanie i wygodnie się oparłem.
- Kapelusz – powiedziała sennym głosem – ni wydurniaj si. Kładź si tu obok. Tylko ręce przy sobi.
Dwa razy nie trzeba powtarzać. Migiem znalazłem się obok niej.
- Nu, ni muszą być tak całkiem przy sobi. – Wtuliła się i wzięła moją rękę kładąc policzek na dłoni. – Bez zroźnoś, bez zdorożno, bez zdroności – język jej się plątał – trzymaj tam, gdzi trzeba. – Ułatwiła sobie zadanie.
- Spokojnie, maleńka, mam swoje zasady.
Bo miałem.


& :szufla

--
Kosovo je Srce Srbije !! "Ovo je ovde Balkan mirisni cvet totalno nerazumljiv za ceo svet" Folklor, legendy i historia Bułgarii. Po mojemu.
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2018-05-24 22:54:24 Zgłoś
Strasznie nieekonomiczna ta baba. Wlewasz prawie litra, a nadal oporna


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Ruski kolekcjonuje Bitcoiny, Dużo Bitcoinów
saabauto
saabauto Superbojownik od 12 sierpnia 2003 | Warszawa
2018-05-24 23:35:53 Zgłoś
@Cieciu. Za to Twoje pisanie masz u mnie litr dobrego alkoholu, albo przegląd starego Volvo za "dziękuję" naprawdę czekałem na kolejny odcinek. Dziękuję.

--
pzdr. Mateusz vel George
lelekkozodoj
lelekkozodoj Superbojownik od 4 października 2007 | Warszawa
2018-05-25 02:52:38 Zgłoś
Jak nie weźmiesz się w końcu za powieść, to wezmę kredyt i przyjadę do Moniek

--
Prawda jest jak d... Każdy ma swoją.
lelekkozodoj
lelekkozodoj Superbojownik od 4 października 2007 | Warszawa
2018-05-25 02:58:24 Zgłoś
Milość...
Tak sobie czasem myślę, czy miłość to w ogóle w życiu jest możliwa. Czy to w ogóle jest takie coś.
Miłość?
No miłość... Czy to w ogóle jest możliwe...
Noo... w telewizji to często pokazują miłość, jak jacyś tam się kochają albo mówią.
No. Ja też tak myślę, w życiu to jest nie możliwe.

--
Prawda jest jak d... Każdy ma swoją.
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2018-05-25 07:55:28 Zgłoś
:lelekkozodoj - zespół reakcji biochemicznych zbliżonych do euforii narkotykowej - ot, tyle.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Ruski kolekcjonuje Bitcoiny, Dużo Bitcoinów
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
lazyjones Superbojownik od 12 września 2005 | Leniopolis | GG: pytaj na gg
2018-05-25 08:36:11 Zgłoś

Coraz rzewniej, ale jeszcze ok.

--
Moja opinia może się zmieniać, ale nie fakt, że mam rację.
pies_kaflowy
pies_kaflowy Bęcwał Dnia od 2 czerwca 2008 | ni to miasto,ni to wieś,ni co kupić,ni co zjeść
2018-05-25 09:29:55 Zgłoś

A w Siekierezadzie, lata temu, piłem wódkę z lokalnymi gliniarzami. Wypili, wsiedli w Uaza i pojechali.

--
Cieciu
Cieciu Bułgarski Łącznik od 1 września 2004 | Warszawa | GG: ...
2018-05-25 11:06:40 Zgłoś
:pies_kaflowy, któregoś razu piliśmy tam z jakimiś Krakusami, koło trzeciej czy czwartej nad ranem przypałętał się koleś z obsługi, i niemal płacząc, zapytał "ale moglibyście sobie już iść?"

--
Kosovo je Srce Srbije !! "Ovo je ovde Balkan mirisni cvet totalno nerazumljiv za ceo svet" Folklor, legendy i historia Bułgarii. Po mojemu.
pytacze
pytacze Bojownik od 22 lipca 2016 | Grudziądz
2018-05-25 18:47:29 Zgłoś
Dobrze mieliście, mieliście za co wyjechać i pić

--
Zawsze odpisuję, ZAWSZE!!
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
g1azm1 Bojownik od 19 lipca 2014
2018-05-25 23:05:17 Zgłoś
to taka Felicia wśród kobiet ;-)

--
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2018-05-26 00:09:52 Zgłoś
:g1azm1 - bez przesady, miałem jeszcze na przełomie wieków Felicię i całkiem nieźle się jeździło. Miałem wtedy często coś do załatwienia w Dąbrowie Górniczej i trasę z Warszawy robiłem poniżej 3 godzin ;)


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Ruski kolekcjonuje Bitcoiny, Dużo Bitcoinów
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
g1azm1 Bojownik od 19 lipca 2014
2018-05-26 06:22:44 Zgłoś
Tyle, że przyznaj sam: darzyłeś sentymentem, choć piękna nie była, a litr wachy nie rozgrzewał jej serca zbytnią wdzięcznością (może może po pięciu budził się w niej demon) ;-)

--
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2018-05-26 12:06:16 Zgłoś
:g1azm1 - ale litr wódki kosztował tyle, co 10-12 wachy ;)

Ostatnio edytowany: 2018-05-26 12:06:59

--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Ruski kolekcjonuje Bitcoiny, Dużo Bitcoinów
Forum > Kawały Mięsne > [Detektyw] Morderstwo w OrientPośpiechu (część VII)
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj